Zmiany po odwilży październikowej - lata 1959-1983


Zmiany, które nastąpiły w Polsce po 1956 r. nie objęły od razu także Ukraińców. Te zmiany zachodziły wraz z nadarzającą się sytuacją. Dotyczyło to także i społeczności greckokatolickiej w Wałczu. W 1959 r. do biskupa łacińskiego w Gorzowie Wlkp. udała się po raz kolejny delegacja wiernych. Wskazano na nieczynną świątynię niedaleko szpitala powiatowego, przy ulicy 12 Lutego w Wałczu. W przypadku przekazania wierni  zobowiązali się utrzymywać ją i odnowić. Ze zrozumiałych względów nie było mowy o oddaniu świątyni na własność – cerkiew nie miała osobowości prawnej. Ponadto dzięki dalszym staraniom ks. Hrynyka, prymas zezwolił na utworzenie  kolejnych palcówek duszpasterskich w tym i w Wałczu. Takie pozwolenie dotyczyło 12 innych miejscowości, w których mieszkali grekokatolicy. Otwieranie nowych placówek powodowało kolejne sprzeciwy władz państwowych, które nie przestawały mnożyć przeszkód.

Po dwuletnim leczeniu w sanatorium i po odbytej karze 10 – go letniego więzienia tylko za to, że pracował wśród ludności ukraińskiej, do Wałcza przyjeżdża ks. Teodor Markiw.
W święto Zesłania Ducha Świętego 21 czerwca 1959 r. odprawił on pierwszą liturgię greckokatolicką w Wałczu. Na liturgii obecny był proboszcz rzymskokatolickiej parafii pw. Św. Mikołaja ks. M. Szałagan, który przedstawił zgromadzonym w świątyni nowego kapłana. Miejscem nabożeństwa był kościół pw. Świętego Krzyża, który obecnie jest do wyłącznej dyspozycji grekokatolików. Liturgia zgromadziła wielu wiernych rozproszonych po całym powiecie wałeckim i nie tylko. Było to wielkie wydarzenie dla tej społeczności - oznaczało bowiem, że po tylu latach nieistnienia Ukraińcy odnawiają kult religijny według własnej wschodniej tradycji. Tym bardziej, że świątynię mieli praktycznie na własność, chociaż nie byli jej właścicielami.  Przystosowano ją zatem - jak tylko było to możliwe - do wymogów liturgii wschodniej: wstawiono dwa obrazy przywiezione jeszcze „z do­mu", stanowiące namiastkę ikonostasu, wystrój wzbogacono wyszywanymi „rusznykami" i chorągwiami. Odnalazł się też i wrócił na swoje miejsce (do cerkwi) sta­ry, osiemnastowieczny Ewangeliarz.

Od tego momentu można mówić o powstaniu parafii greckokatolickiej w Wałczu. Dawało to nadzieję na stabilizację i pełnienie praktyk religijnych według Kościoła greckokatolickiego. Nie obyło się jednakże bez incydentów. Już dwa miesiące później ktoś wkradł się do mieszkania ks. Teodora Markiwa i wykradł jego rzeczy osobiste oraz przedmioty liturgiczne a następnie je podpalił. Na szczęście nie spłonęły. Przechowywał je u siebie każdorazowa zabierając ze sobą  na liturgię. Intencją osoby czy osób, ponieważ nie wykryto sprawcę czy sprawców, było utrudnienie czy nawet zaniechanie odprawiania liturgii dla grekokatolików.

Ta sytuacja nie przeszkodziła w pełnieniu posługi ks. Teodorowi. Zaprowadził księgi parafialne. Zaczął dojeżdżać do miejscowości najbliżej położonych Wałcza i nauczał dzieci katechezy tj. Papowo, Budy, Wołowe Lasy. Pod koniec jego posługi w Wałczu do pomocy w katechezie przyjechała s. Melania Kuzio. Z okazji wielkich świąt odprawiał liturgię w Nadarzycach, obecnie powiat złotowski – województwo wielkopolskie, gdzie znaleźli się wysiedleńcy z miejscowości Torki, przemyskie. Ponadto odwiedzał wiernych integrując parafię w czasie duszpasterskich odwiedzin ze święconą wodą potocznie nazywaną kolędą. W pracy duszpasterskiej m. in. jak wyjeżdżał z Wałcza, to zastępował go wcześniej już wspomniany ks. Michał Doczyło.

Ksiądz Markiw dał się zapamiętać jako gorliwy duszpasterz, który wspomagał także materialnie dzieci i młodzież. Przypominał i nalegał aby dzieci wysyłano do ukraińskich szkół. Wśród ludności ukraińskiej cieszył się ogromnym szacunkiem jak i wśród wiernych i księży kościoła rzymskokatolickiego. Ksiądz Markiw zmarł 4 lipca 1974 r. w Wałczu. Został pochowany na cmentarzu na Dolnym Mieście dzielnicy Wałcza. W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział 22 księży greckokatolickich oraz 50 rzymskokatolickich. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczyli rzymskokatolicki biskup ks. Tadeusz Werno z Koszalina oraz ks. Mitrat (Infułat) Jan Martyniak z Kościoła greckokatolickiego.

Na podstawie wspomnień parafian można stwierdzić, że ksiądz Markiw należał do bardzo świadomego ukraińskiego pokolenia, które przeszło ciernisty szlak od prześladowania aż do powrotu do pracy wśród swoich – Ukraińców grekokatolików. Był wielkim autorytetem dla Ukraińców i takim pozostał w pamięci tych, którym służył jak duszpasterz na co dzień. Jago śmierć była wielką stratą dla Kościoła ukraińskiego. Wałecka greckokatolicka parafia została znowu bez księdza.

Po śmierci ks. Teodora do Wałcza przyszedł ks. Jarosław Hrebeniak. Był to już starszy ksiądz. Należał do grupy księży, którzy byli oskarżeni o wspieranie ukraińskiego podziemia i za to zostali uwięzieni i osadzeni w obozie COP w Jaworznie (w latach 1947 -1948).

Po przybyciu do Wałcza objął parafię w 1974 r. będąc już na emeryturze. Jednocześnie pełnił obowiązki kapelana Sióstr Elżbietanek. W tym czasie struktura parafii była ukształtowana, określone zostały jej granice, podległość dekanalna. Na lata 70. przypadł okres największej liczebności wiernych biorących udział w nabożeństwach. Świadczyła o tym również liczba dzieci. W jednym tylko 1976 roku nauką religii objęto w parafii Wałcz 63 dzieci. W tym czasie naukę katechezy dla dzieci prowadziła siostra Melania Kuzio, która dojeżdżała z Koszalina. Zajęcia były prowadzone po liturgii w każdą niedzielę. Zajęcia z dziećmi siostra prowadziła do 1982 r.

W tym jednak czasie doszło do brzemiennych w skutkach dla późniejszego okresu wydarzeń związanych właśnie z funkcjonowaniem ukraińskiej parafii w Wałczu. 4 września 1977 roku miejscowy prałat parafii rzymskokatolickiej roz­począł w świątyni użytkowanej dotychczas wyłącznie przez grekokatolików na­bożeństwa w rycie łacińskim. Nie bacząc na protesty proboszcza Jarosława Hrebeniaka i wiernych, z cerkwi usunięto tabernakulum oraz przerobiono ołtarz. Ze skargą wystąpiono wówczas nawet do Prymasa Polski ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Na podstawie dokumentów - między innymi wspomnianej skargi - można stwierdzić, iż już 30 października 1973 roku parafia św. Mikołaja w Wałczu przeję­ła obiekt jako swoją własność, o czym zdaje się parafia greckokatolicka nie została powiadomiona, a co stało się źródłem sporów w późniejszym czasie. Stan prawny świątyni od 1973 do 1994 roku był formalnie zupełnie jasny: kościół był własnością parafii rzymskokatolickiej i jako taki był współużytkowany przez parafię greckokatolicką.

Ksiądz Jarosław Hrebeniak kontynuował pracę duszpasterską, prowadził lekcje katechezy. Na krótko przed jego śmiercią w Wałczu zaczęła pracować  siostra Teresa, która pomagała w katechezie. Siostra Teresa w Wałczu pracowała do 1990 r. Od 1979 do 1983 r. był dziekanem greckokatolickiego dekanatu koszalińskiego. Był także wyróżniony tytułem honorowego kanonika Przemyskiej Kapituły.  Ponadto jego staraniem kupiono mieszkanie parafialne na osiedlu Dolne Miasto, w którym spodziewał się doczekać późnej starości. Jednakże nie było to mu dane. Dwa tygodnie po dokonaniu zakupu mieszkania umiera. Umiera 22 września 1983 r. w Wałczu. Po odprawieniu nabożeństwa żałobnego trumna z jego ciałem została przewieziona do Przemyśla. Pochowany został w grobowcu kanoników Przemyskiej Kapituły.

W latach 70-tych i 80-tych trwał proces migracji wielu ukraińskich rodzin ze wsi do miasta. Pozytywnym tego skutkiem było uruchomienie w 1983 r. punktu nauczania języka ukraińskiego w sali znajdującej się obok świątyni, w której grekokatolicy odprawiali liturgię.


Informacje


Nabożeństwa

  • Dni powszednie: 10:00
  • Niedziela: 10:00
  • Święta: 09:00
  • W tygodniu: 10:00 lub 17:00
    (po ogłoszeniu)

Adres Parafii

Dolne Miasto 26/3
78 - 600 Wałcz
tel. (67) 258 63 07

Adres Cerkwi:

ul. 12-go Lutego 3
78 - 600 Wałcz

Szukaj na stronie